
Policzyliśmy niedawno: na sześć pełnospektaklowych produkcji w repertuarze Dyemotion, w czterech pojawia się scena rozgrywająca się w lesie. To nie brak wyobraźni scenograficznej — to świadomie powracający motyw, który zespół nazywa między sobą „bezpieczną granicą baśni”.
Miejsce, w którym baśń pozwala się bać
Las w tradycji baśniowej to zawsze przestrzeń przejścia — miejsce, w którym bohaterka gubi się, żeby odnaleźć się na nowo. Dla choreografów Dyemotion to też przestrzeń sceniczna o unikalnej właściwości: pozwala na ruch chaotyczny, niesymetryczny, pełen nagłych kierunkowych zmian, bez konieczności tłumaczenia go logiką fabuły. „W lesie tancerz może się zgubić naprawdę, ruchowo, i to wciąż będzie czytelne dla widza” — mówi jeden z choreografów zespołu.
Światło zamiast drzew
Żaden spektakl Dyemotion nie stawia na scenie prawdziwych, pełnowymiarowych drzew — to zbyt ciężka, statyczna scenografia jak na zespół, który zmienia miejsce akcji kilka razy w trakcie jednego przedstawienia. Zamiast tego las buduje się światłem: wąskimi, pionowymi smugami, które projektor rzuca na mgłę wytwarzaną tuż nad podłogą sceny. Tancerze wchodzą i wychodzą z tych smug, a widz sam dopowiada sobie pnie drzew.
Motyw, który się rozwija
Las w Czarnoksiężniku z Krainy Oz z 2020 roku był surowy i ciemny — reflektory punktowe, ostre cienie. Cztery lata później, w Śpiącej Królewnie, ten sam motyw wrócił w zupełnie innej tonacji: ciepłej, złotej, niemal sennej. Porównanie obu rozwiązań świetlnych to dla nas w zespole mały prywatny dziennik rozwoju — widać w nim, jak zmieniał się język wizualny Dyemotion na przestrzeni pięciu lat.
Kolejny las pojawi się już w przyszłorocznej premierze — tym razem, jak zdradzają pierwsze szkice, zimowy.


