Przejdź do treści
Wszystkie wpisy
Za kulisamiZespół Dyemotion

Kostium, który waży trzy kilogramy

Rząd manekinów w baletowych baletkach w pracowni kostiumograficznej

Pracownia kostiumograficzna Dyemotion mieści się w dawnej sali prób na drugim piętrze — dwie maszyny do szycia, ściana z rolkami tkanin i manekiny, na których od miesięcy wisi w częściach suknia do Śpiącej Królewny. Waży, po ukończeniu, niecałe trzy kilogramy. To nie przypadek.

Ciężar jako narzędzie choreograficzne

Kiedy choreografka pracowała nad ruchem do sceny snu, zależało jej na tym, żeby ciało tancerki fizycznie opierało się ruchowi — żeby publiczność widziała wysiłek, nie tylko wdzięk. Lekka, powiewająca suknia dawałaby efekt odwrotny. Dlatego kostiumografka Dyemotion zaprojektowała spódnicę z kilkunastu warstw ciężkiej tafty, obszytej dodatkowo drobnym metalowym łańcuszkiem wszytym w podszewkę.

„Tancerka musi czuć, że taszczy za sobą sen” — mówi kostiumografka zespołu. „Jeśli suknia jest zbyt lekka, ruch staje się zbyt łatwy, a wtedy widz przestaje wierzyć, że to naprawdę stulecie snu.”

Trzy tygodnie na jedną suknię

Każdy egzemplarz kostiumu do głównych ról szyty jest indywidualnie, pod konkretną tancerkę, i wymaga średnio trzech tygodni pracy — od pierwszej przymiarki wzoru po ostatnie poprawki po pierwszej próbie generalnej w pełnym ruchu. To wtedy, a nie na etapie projektu, widać, czy kostium naprawdę „tańczy” razem z ciałem.

Materiały, które przechodzą testy zderzeniowe

Zanim jakikolwiek kostium trafi na scenę, przechodzi test — tancerka wykonuje w nim pełną sekwencję ruchową na próbie technicznej, a pracownia obserwuje, gdzie tkanina się napina, gdzie ociera, gdzie ogranicza oddech. Poprawki nanoszone są tego samego dnia.

Efekt tej pracy widać zwykle przez ułamek sekundy — w jednym obrocie, w jednym geście ręki, który albo działa, albo nie. Ale to właśnie te ułamki sekundy widzowie zapamiętują najdłużej.